Poniedziałek, 27 maja 2019 r.    Imieniny: Augustyna, Juliana i Magdaleny




Czeka Cie chrzest dziecka, tez w razie przygotowan do I Komunii sw. dziecka - zajrzyj do Princess-Moda!!



Przeslij kwiaty do najblizszej Ci osoby przez sprawdzona firme! Pol-Kwiat od wielu lat oferuje uslugi dla swoich klientów!!

Polkwiat: Kwiaty do Polski


Zrob przez internet, najlepiej zaraz, termin u polskiej dentystki!! Wygodnie, szybko i sprawnie!!


www.karstadt.de

Reklama


Kinderbetreuung_Aktion_Skyscraper_01_Muttertag

Na gorąco

Reklama

www.mydays.de

Kurs walut
European Central Bank

1 EUR = 3.9254 PLN
1 EUR = 1.2125 USD

Samotny, samotna??

www.iLove.de - Single der Woche

http://www.ilove.de - Single der Woche

Licznik     (Statystyki)

Odwiedziny gazety online od 30.04.2003
1332766

Reklama

blau.de Sei schlau, telefonier blau.
katalog stron

Reklama


www.1a-stellenmarkt.de
Data: 30.04.2010 Temat: A czemu nie???

Rozmyślania pryszczate

Gdyby istniały jeszcze gilotyny, to Jan Pospieszalski, genialny dziennikarz Telewizji Publicznej, nie musiałby długo czekać. Próbowano go zgilotynować publicznie już tyle razy (przede wszystkim za talk-show „Warto rozmawiać”), że w kolejce ewentualnie mogliby go wyprzedzić autorzy książki o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy.

Czym nieszczęśnicy narazili się establishmentowi?
Myślę sobie, że totalnym brakiem poprawności politycznej. Warszawskie salony nie mogą i nie potrafią im tego wybaczyć.

Kompletnie niepolityczne było zadane wczoraj premierowi przez Pospieszalskiego pytanie, czy Rosjanie chcieli wywieźć ze Smoleńska ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Moskwy. Sala na chwilę zamarła. Ale Tusk potwierdził, iż premier Putin nosił się z takim zamiarem. Raz, żeby zbadać ciało, a dwa – żeby odesłać ciało prezydenta z należnymi honorami do Polski. Zapobiegł jednak temu brat Jarosław i ciało głowy państwa powróciło ze Smoleńska do Warszawy.

Ale jednak Pospieszalski (wymieniony właśnie przez TOK FM jako „znany dziennikarz telewizji publicznej”, bez nazwiska!) miał rację...

Kontrowersyjny, to fakt, dokument Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010” nadany w poniedziałek w TVP 1 o godz. 20.27 obejrzało ok. 10 proc. osób, które siedziały wtedy przed telewizorem. Ale to wystarczyło. Red. Janina Paradowska z „Polityki”, wyraźnie sympatyzująca z lewicą, oświadczyła właśnie na falach Radia TOK FM, iż nosi się z zamiarem (który to już raz?) zaprzestania opłacania abonamentu radiowo-telewizyjnego. Przez Pospieszalskiego właśnie...

Bez wątpienia nie bez znaczenia był fakt, że w środę lewica zapowiedziała, że złoży wniosek do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. „Film wykorzystuje śmierć prezydenta do kampanii” – oburzają się postkomuniści. „Emisja tego filmu burzy poczucie żałobnej jedności Polaków w sprawie tragedii koło Smoleńska” - napisali w liście do Kołodziejskiego wiceszef sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu Jerzy Wenderlicha (SLD) i rzecznik Sojuszu Tomasz Kalita. Ich zdaniem film Stankiewicz i Pospieszalskiego „tworzy pełne obsesji obrazy” i „znacząco odbiega od standardów, jakich oczekuje się od mediów publicznych”. „Promowanie podziału, granie na emocjach wprowadza chaos myśli, rozsądek spycha na manowce” - ocenili przedstawiciele Sojuszu.

- Moim zdaniem był to zamach. Zabito prezydenta i elitę kraju - mówi jeden z kilkudziesięciu przechodniów cytowanych w programie „Solidarni 2010” Jana Pospieszalskiego. Nadany w primetime w TVP1 film cytuje, bez słowa komentarza ze strony kogokolwiek, przechodniów atakujących rząd, Rosjan i „Gazetę Wyborczą”. - Nie powinniśmy wierzyć Rosjanom na słowo - mówi jeden z występujących przed kamerą. - To był zamach! - wtóruje mu inny. Tusk ma krew na rękach – słyszymy. - Media i telewizja przygotowują społeczeństwo mentalnie do ferowania wyroków - tłumaczy jeden z przechodniów. Kamera porusza się wśród tłumu zebranego podczas żałoby pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie.

- Daliśmy się w ostatnich latach zmanipulować. Władza powinna należeć do suwerennego narodu, a została przekazana mafijnym układom medialno-biznesowym. Pieniądze nasze, które wszyscy ciężko zarabiamy, dajemy ludziom, którzy nami manipulują. Gdybyśmy nie kupowali gazety, nie będę wymieniał nazwy, to nie mieliby pieniędzy, żeby nas skłócać, manipulować nami. Obudźmy się! - mówi mężczyzna przedstawiający się jako „przebaczający chrześcijanin”. Przytakuje mu inna kobieta z grupy.

- Oni chcą dwumiesięcznej żałoby, żeby nikt się nie odzywał i wszyscy pokornie zagłosowali na jednego kandydata. Jak na Białorusi - mówi kolejny z gości "Solidarnych". Zaraz potem inna kobieta dodaje, że „oni” chcą „zamknąć nam usta”. - Iluzja pojednania, zgody narodowej miała sprawić, żebyśmy nic nie mówili! - krzyczy gość 2-godzinnego programu.

Tropiciele odkryli, że w dokumencie wypowiada się również dwójka mniej znanych aktorów. Kupionych? Przekabaconych?

Sława filmu „Solidarni 2010” dotarła już do Rosji. Gazeta „Wriemia Nowosti” nazwała dokument Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „skandalicznym” i „obrzydliwym”. Rosjanie wskazują, że w tym samym dniu kiedy wyemitowano obraz - start w wyborach prezydenckich ogłosił Jarosław Kaczyński. Dodają, że to „polski paradoks, że partia opozycyjna (PiS) ma w rękach telewizję publiczną”.

- Rozmowy ujawniły, że ogromna część naszego narodu była dotąd na emigracji wewnętrznej. Przez całe lata ci ludzie byli nazywani moherami i ciemniakami.

Retorycznie pytali nas, czy tak właśnie wyglądają. Swoją obecnością chcieli pokazać, że to co widzimy w mediach, ma niewiele wspólnego z tym, co się dzieje tu i teraz. I że media, które przez lata obrażały prezydenta, obrażały także ich. Miliony ludzi, które głosowały na Lecha Kaczyńskiego - mówiła poniedziałkowemu „Super Expresowi” współautorka filmu Ewa Stankiewicz.

Obejrzeliśmy i usłyszeliśmy głos „ludu”. Głos „moherowych”, niegdyś tak wyśmiewanych przez Donalda Tuska. Głos chyba autentyczny, nie przyciemniony komentarzem, którego domagają się zwolennicy poprawności politycznej.

„Warszawka” ma już wyrobioną metodę niszczenia przeciwnika. Skrzętnie omija podawaną Polakom treść, atakując bez litości formę.
Cenckiewicza i Gontarczyka za „SB a Lech Wałęsa”, Zyzaka za książkę „Lech Wałęsa. Idea i historia” zaatakowano nie za treść, nie za fakty, zawarte w tych pozycjach, ale za „nienaukowość”.

Dokumentowi Pospieszalskiego i Stankiewicz trudno zarzucić kłamstwo i nieautentyczność. W końcu przed kamerą stają żywi ludzie i mówią to, co mówią.

Bez sekundy komentarza, że oto wypowiadają się „doły”. Że my tak nie myślimy, w mordę jeża!

To boli. Bo „warszawka” nie znosi, patologicznie wręcz, kiedy ktoś ma inne zdanie od niej samej.
Można się z tym głosem z filmu nie zgadzać, oczywiście. Można go dezawuować. Można słuchać z obrzydzeniem. Można, wreszcie, ignorować. Ale on jest. Istnieje.


Zygmunt Kmieciak
 
Komentarze:   + dodaj komentarz

Tickets für Hamburg Dungeon jetzt online kaufen!


Impressum  AGB Kontakt  O Kurierze  Prenumerata Cennik-(Internet)  Sklepik1&1 Mapa

Hosting i administracja